siła smaku

Gotowana pierś z indyka

Na liście moich najbardziej niesamowitych przepisów, ten jak na razie jest liderem. Dostałam go od koleżanki z pracy, która to dostała od innej, która dostała od swojego fryzjera, który dostał go od swojej klientki. I pomimo tego, że wszystkie go wypróbowały i tak nie wierzyłam, że to wyjdzie. I założę się o wszystko, że też nie uwierzycie, dopóki sami nie spróbujecie. To dla mnie taki trochę 'męski przepis', bo nie wymaga wiele pracy i dużych umiejętności (bez urazy dla panów oczywiście). Wypróbujcie, u mnie na pewno pojawi się na święta!


SKŁADNIKI:
  • 1 kg piersi z indyka (zamiennie może być schab bez kości)
  • 2 litry zimnej wody
  • łyżka musztardy (ja użyłam ostrej)
  • łyżeczka cukru
  • łyżeczka pieprzu
  • 2 łyżeczki soli
  • łyżka oleju 
  • 3 listki laurowe
  • 3 ziarna ziela angielskiego
  • 2 łyżki ulubionych ziół (ja użyłam mieszanki suszonych pomidorów z czosnkiem i bazylią, i dodatkowo dałam pół łyżeczki płatków chili)
Mięso umyć i w całym kawałku przełożyć do garnka, zalać zimną wodą. Do garnka dodać wszystkie przyprawy (sól, cukier, pieprz, listki laurowe, ziele angielskie, oraz dwie łyżki mieszanych ziół, a także musztardę i olej). Wymieszać postawić na ogniu, zagotować i od momentu zagotowania, skręcić gaz i gotować pod przykryciem dokładnie 9 minut na wolnym ogniu. Następnie garnek zdjąć z ognia i odstawić na około 10-12 godzin (najlepiej na noc). Po tym czasie garnek ponownie postawić na ogniu zagotować i gotować (jw.) przez 5 minut. Ponownie zdjąć garnek z ognia i odstawić do wystudzenia. Dopiero po całkowitym wystudzeniu, wyjąć mięso z wody.
Mięso nadaje się do jedzenia na zimno, np. na kanapki, lub do przyrządzania sosu. 

Najbardziej niesamowite w całym przepisie, jest ta prawie magiczna receptura z czasem przyrządzania obliczanym niemalże jakimiś matematycznymi, tajnymi wzorami. To chyba najbardziej urzekło mnie w tym przepisie. Mięso jest bardzo delikatne, miękkie i soczyste. 

W związku  z tym, że od zawsze święta wielkanocne są dla mnie bardzo 'szybkimi' świętami i nie bardzo jest czas na przygotowywanie wyszukanych potraw, dodaję ten przepis do akcji mirabelki 'Wielkanocne smaki'. U mnie na wielkanocnym stole na pewno się pojawi. 




Raz, dwa, trzy - conchiglioni z sosem pomidorowym z mascarpone (na szybko)

Jak zwykle okazało się, że proste rozwiązania są najlepsze. Nic nadzwyczajnego nie znajdziecie w tym przepisie, proste składniki, niespecjalne przygotowanie. Jednak "zwykły" sos, jest naprawdę niezwykły. Ma wiele zastosowań i niekoniecznie musi być podawany z makaronem -resztki z obiadu posłużyły do przygotowania grzanek z żółtym serem- polecam!*


SKŁADNIKI:

  • 2 łodygi selera naciowego
  • pół cebuli 
  • puszka pomidorów w całości (może być także gęsty przecier), 400g
  • łyżeczka suszonych pomidorów w płatkach
  • sól, pieprz
  • łyżka serka mascarpone
  • 150g makaronu conchiglioni (duże muszle)
  • łyżka oliwy z oliwek
Makaron ugotować według przepisu na opakowaniu. Seler naciowy i cebulę rozdrobnić w robocie kuchennym, lub bardzo drobno pokroić. Przełożyć do rondla z grubym dnem, dodać oliwę z oliwek, wymieszać i poddusić. Pomidory rozdrobnić w robocie kuchennym (lub bezpośrednio dodać przecier, ale zmiksowane pomidory są bardziej gęste) i dodać do selera. Doprawić solą, pieprzem i suszonymi pomidorami. Sos dusić przez około 8-10 min. Następnie dodać serek mascarpone, wymieszać i gotować do połączenia składników i wyrównania kolorów- przez około 3-5 minut. Gotowym sosem polać makaron, ewentualnie posypać żółtym serem lub parmezanem. 

*ten makaron można też przygotować w inny sposób- gotując muszle o połowę krócej, niż czas na opakowaniu, a następnie nadziewając przygotowanym sosem, posypać parmezanem (lub innym serem) i zapiekać w 180 st. C przez około 10 min.
*grzanki, o których pisałam wyżej, przygotowałam z długich bułek (paluchów). Bułki przekroić na pół wzdłuż, każdą posmarować sosem, ułożyć ser (lub inne dodatki) i zapiekać w 160 st. C przez około 5-7 min, aż ser się roztopi. 

Sos ma zastosowanie naprawdę do wielu dań, jest uniwersalny, ale przez dodatek selera i cebuli nie jest mdły. Po przygotowaniu na pewno wpadniecie na inne pomysły z jego udziałem.


Cytrusowe tiramisu

Zabójczo pyszny! Najlepsza wersja tiramisu (bez jajek!) jaką kiedykolwiek jadłam. Genialne połączenie!! Przepis od Majki stąd! i odsyłam też do oryginału, a ja podaję moją wersje z kilkoma zmianami.

Do przepisu użyłam ciasteczek amaretti, czyli migdałowych makaroników z białek z dodatkiem likieru amaretto. Nie jest je tak trudno znaleźć, ale jeśli wam się nie uda, proponuje użyć biszkoptów, a do naparu kawowego dodać likier. Zróbcie koniecznie!!


SKŁADNIKI (na 4 porcje):

  • ok. 150 g ciastek amaretti
  • 2 duże pomarańcze
  • 500g serka mascarpone
  • 2 łyżki śmietany
  • 2 łyżki cukru pudru
  • napar z trzech łyżeczek kawy
  • kakao do posypania
Pomarańcze przekroić na połówki. Z jednej połowy wycisnąć sok, pozostałe trzy części pokroić w kostkę. Mascarpone wymieszać z cukrem puder i śmietaną. Ciasteczka maczać w naparze z kawy, ułożyć na dnie pucharków, następnie wyłożyć część serka i pomarańcze. Warstwy powtarzać, aż do wyczerpania składników, na górze wyłożyć serek. Odstawić do lodówki na minimum godzinę. Przed podaniem posypać kakao. 

Prawda, że proste?


Bułki jogurtowe z tahini

Obiecane bułki jogurtowe zrobiłam z przepisu Liski z Pracowni Wypieków. Pomimo tego, że ciasto wcale nie chciało mi rosnąc i miałam niesamowity problem z tego wyrobieniem (kleiło się potwornie!) i byłam pewna, że nic z tego nie będzie (nawet w pewnym momencie miałam się już poddać ;)), bułki wyszły pyszne. Sezam nie jest bardzo wyczuwalny (żeby był proponuję dodać więcej pasty sezamowej), ale bułki mają przyjemny "śniadaniowy" smak. Warto się dla nich pomęczyć i nie należy poddawać, nawet jeśli ma się wrażenie, że z ciastem coś jest nie tak. Liska napisała, że bułki po uformowaniu i odstawieniu znacznie urosną- moje niestety prawie wcale się nie powiększyły, były miniaturowe i zajmowały połowę okrągłej formy, za to w piekarniku zrobiły się całkiem spore. Najlepsze są świeże, lekko przestudzone. Pasował mi do nich dżem i następnym razem, upiekę je z dodatkiem powideł w środku.

O paście tahini pisałam tutaj. Warto zrobić swoją, bo jest użyteczna przy wielu przepisach.


SKŁADNIKI (za Liską):
  • 300 g mąki 
  • 3/4 łyżeczki soli (dałam mniej)
  • łyżeczka cukru
  • 10g świeżych drożdży (ja dałam więcej, ale i tak ciasto mało urosło)
  • 80 ml wody
  • 150 g jogurtu naturalnego
  • 1 łyżka pasty sezamowej tahini (z tego przepisu).
  • do posypania: sezam
Drożdże zalać ciepłą wodą, wymieszać z cukrem i odstawić na około 15 minut. Mąkę wymieszać z solą, dodać rozczyn, jogurt i resztę wody (jeśli jogurt nie jest bardzo gęsty dodać mniej wody i odwrotnie, jeśli jest  bardzo gęsty rozcieńczyć go wodą), oraz pastę sezamową. Wyrobić gładkie ciasto (jeśli będzie się za bardzo lepić (a pewnie będzie!) ręce zwilżyć olejem. Wyrobione ciasto uformować w kulę i odstawić przykryte na około 1,5 h. Po tym czasie z ciasta uformować bułki mi wyszło około 8) i ułożyć je w okrągłej formie wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić na około 30 min do ponownego wyrośnięcia. Piekarnik nastawić na 210 st C. i piec bułki przez około 20 minut, aż staną się rumiane. Upieczone wystudzić na kratce. 

Pasta sezamowa Tahini

Mam pewną kategorię przepisów, za którymi zdecydowanie nie przepadam. Lista składników do nich użytych, wygląda jak spis lokatorów mojego wieżowca, a stos brudnych naczyń po skończonym gotowaniu, jak z małej restauracji po całym dniu pracy. Nie przepadam też za przepisami, w których występują składniki, totalnie niedostępne w promieniu kilku kilometrów, albo których wyszukanie, zmusza mnie do wielogodzinnych wędrówek. Kiedy znalazłam przepis na bułki jogurtowe z sezamem (o których później), nie doczytałam, że do ich przyrządzenia będzie potrzebna tahini. Nie miałam pojęcia skąd mogę ją wziąć, więc zaczęłam szukać w internecie, czy jestem w stanie przygotować ją sama. I okazało się, że jest to jeden z prostszych przepisów, jaki znam. Naprawdę mnie zaskoczyła!

Na początek o samej paście: Tahini to pasta sporządzona z nasion sezamu. Najczęściej sezam jest wcześniej podprażony w piekarniku. I tu w sumie mogłabym zakończyć, bo nic więcej się z nią nie robi. Używana jest (i przede wszystkim z tego znana) jako składnik hummusu, czyli przekąski z ciecierzycy znanej na Bliskim Wschodzie. Ma zastosowanie w innych kuchniach: chińskiej, japońskiej, koreańskiej. Można jej używać do bardzo wielu potraw, a przy tym bardzo łatwo ją przygotować.


SKŁADNIKI:
  • nasiona sezamu (ilość zależy od tego, ile pasty chcemy uzyskać)
  • olej (w zupełności wystarczy słonecznikowy, ale można także użyć oleju sezamowego)
Nasiona sezamu wysypać równo na blachę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia. Blachę wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 - 170 st. C i prażyć nasiona przez około 8-10 min. Co jakiś czas blachą można potrząsnąć, aby nasiona się nie przypaliły. Podprażone nasiona przełożyć do wysokiego naczynia, przestudzić  i zblendować na pastę. Pod koniec blendowania dodać olej (w zależności od tego jak bardzo pasta ma być gęsta- ja dodałam około 2 łyżek na 200g nasion). Wszystko dokładnie jeszcze raz zmiksować. Pastę przełożyć do szczelnego słoika. Można ją trzymać w lodówce nawet do dwóch miesięcy, (więc proponuję od razu zrobić więcej). 


*z pasty można także przygotować sos tahini, miksując z sezamem sok z limonki, czosnek, sól i całość rozcieńczając wodą. 


Pulpety z indyka w sosie pomidorowym Nigelli Lawson

Tak, stałam się posiadaczką "Kuchni" Nigelli! Nie, nie będę opowiadać, jak bardzo się wzruszyłam :) (dziękuję A. & M. :*)

Książka jest genialna, dokładnie taka, jak lubię najbardziej. Bo oprócz podstawowych przepisów, zaopatrzona w porady jak mrozić, jak przechowywać, jak zaoszczędzić czas, przygotowując wcześniej, co zrobić z resztkami i takie tam. Jest wielka, gruba i ciężka i na pewno trochę mi zejdzie, zanim zapoznam się z każdym przepisem. Naprawdę polecam jako dobrą lekturę, bo spokojnie można ją czytać w całości.

Pierwszy przepis, na który padło był na pulpety. Oczywiście spodziewałam się jak muszą być pyszne. Przy okazji udało mi się wreszcie zdobyć sos Worcestershire, który był niezbędny do tego dania.*

*przy okazji o sosie: Sos powstaje na bazie octu słodowego (z jęczmienia), octu spirytusowego oraz dodatku melasy, cukru, anchois, ekstraktu z tamaryndowca, szalotki, różnych przypraw i aromatów. Na skalę przemysłową sos zaczęto produkować w 1837 roku (pomyślcie, ile osób już po niego sięgnęło :)) przez firmę "Lea & Perrins" w angielskim mieście Worcester. Legend powstania sosu jest mnóstwo. Zachęcam do lektury!
Sos dojrzewa przez 18 miesięcy i jest doskonałym dodatkiem do mięs, ryb, zapiekanek (szczególnie mięsnych oraz ziemniaczanych), makaronów, marynat, steków i sałatek. Idealnie komponuje się wraz z sosem pomidorowym. Można go używać do gotowania czy pieczenia, ale także do dań niepoddanych obróbce termicznej. Podobno jest obowiązkowym składnikiem sałatki Cezara oraz Krwawej Mary.
Dla mnie ma bardzo specyficzny smak, mocny i intensywny, więc na pewno należy uważać na ilość. Kosztował mnie też niewiele (około 9 zł za 150 ml). Na pewno jeszcze o nim wspomnę :)


Wracając do pulpetów. Z rad umieszczonych pod przepisem wynika, że sos jak i pulpety, można przygotować nawet dwa dni wcześniej, przechowując w lodówce w misce (nie metalowej!) Wystudzone pulpety i sos można przechowywać zamrożone w hermetycznych pojemnikach przez 3 miesiące. Rozmrażać przez noc w lodówce i odgrzewać w garnku, po całkowitym rozmrożeniu.


SKŁADNIKI:
na sos:
  • 1 cebula
  • 1 łodyga selera naciowego (dałam dwie)
  • 2 łyżki oliwy czosnkowej (dałam zwykłą)
  • 1 łyżeczka tymianku suszonego
  • 2 puszki (po 400g) pomidorów krojonych oraz ok. 800ml (dwie puszki) wody (dałam jedną, a i tak sos nie był za gęsty)
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli morskiej lub 1/2 łyżeczki miałkiej
  • pieprz do smaku
na pulpety:
  • 500 g mielonego mięsa z indyka
  • 1 jajo
  • 3 łyżki bułki tartej
  • 3 łyżki parmezanu
  • 2 łyżki cebuli i selera (z sosu)
  • 1 łyżeczka sosu Worecestershire
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
Cebulę oraz seler utrzeć na papkę w malakserze, lub bardzo drobno posiekać. Odłożyć dwie łyżki do pulpetów. W rondlu z grubym dnem rozgrzać oliwę, dodać zmiksowaną cebulę i seler, doprawić tymiankiem (1 łyżeczka) i dusić do miękkości, przez około 10 min. Po tym czasie dodać pomidory z puszki, wodę przepłukując obydwie puszki (ja dodałam wodę tylko z jednej puszki). Doprawić cukrem, solą i pieprzem, wymieszać i zagotować, a następnie zmniejszyć ogień i powoli dusić.

Wszystkie składniki na pulpety, przełożyć do miski i dokładnie wymieszać. "Nie przesadzaj z mieszaniem, ponieważ pulpety zrobią się gęste i ciężkie" (N.L.) Kiedy składniki się połączą, uformuj małe pulpety. Moje były naprawdę niewielkie i wszyło mi 18 sztuk, N.L. podaję, że powinno wyjść ich około 50! (jej muszą być naprawdę maleńkie). Pulpety wkładać delikatnie do sosu, najlepiej jedną warstwą. Dusić przez około 30 min, aż całkowicie się ugotują, a sos zgęstnieje. Podawać z ryżem lub makaronem, albo innymi dodatkami (moje wystąpiły w towarzystwie kaszy kus-kus). 


Drukuj

Wydrukuj Przepis

Obserwatorzy