siła smaku

Jogurtowe lody malinowe (bez jajek)


Najszybszy sposób na domowe lody i (na szczęście!) nie trzeba używać do niego jajek. Sposób ten można także wykorzystać, jeśli zostanie wam koktajl ze świeżych owoców. Jest jeszcze jeden plus- w przeciwieństwie do sorbetów, jeśli nie używamy wody, tylko jogurtu, nie trzeba lodów przy zamrażaniu co jakiś czas mieszać. To naprawdę najprostszy deser, który robi się praktycznie sam. Takie lody można przygotować także z innych owoców sezonowych, a w zimie użyć brzoskwiń z puszki, bananów lub kiwi. Możliwości jest naprawdę wiele!!

SKŁADNIKI:

  • szklanka malin (mogą być mrożone)
  • 125 ml jogurtu naturalnego
  • 2-3 łyżki cukru (jeśli używamy słodszych owoców niż maliny, cukier można nawet pominąć)
Maliny przełożyć do naczynia, zalać jogurtem i dosłodzić. Wszystko zmiksować za pomocą blendera (jeśli lubicie kawałki owoców w lodach, nie trzeba miksować ich dokładnie). Gotowe lody przełożyć do naczynia i zamrozić (przynajmniej na trzy godziny). W związku z tym, że nie trzeba ich mieszać w międzyczasie można je od razu zamrozić w foremkach do lodów, aby uzyskać ładniejsze kształty. 
Smacznego!

Pasta z sera, tuńczyka i ziół


Jeszcze do niedawna połączenie sera i ryby było dla mnie bardzo dziwne. Aktualnie to jedno z ulubionych śniadań i naprawdę przepyszne połączenie. Dodatek świeżych ziół idealnie się komponuje, w szczególności dobrze pasuje tu lekko cytrynowy smak melisy. Jeśli też macie opory przed połączeniem białego sera i tuńczyka- wypróbujcie ten przepis! Gwarantuję, że przypadnie Wam do gustu!



SKŁADNIKI:
  • 3 łyżki tuńczyka odciśniętego z oleju
  • 4 łyżki białego sera półtłustego
  • 1 łyżka sera feta
  • dwie łyżki ziół: bazylii, rozmarynu i melisy
  • pieprz do smaku
Zioła posiekać, najlepiej za pomocą półksiężyca do ziół. Przełożyć do miski, dodać ser biały i fetę, a następnie tuńczyka. Doprawić pieprzem (jeśli rezygnujecie z fety, należy też posolić). Dokładnie wymieszać i podawać. Pastę można przygotować kilka godzin wcześniej i przed podaniem schłodzić w lodówce. 

Carbonara


Panicznie boję się surowego mięsa i jajek. Przygotowanie masy do ciasta albo kogel-mogel przeraża mnie najbardziej. A podobno mój tato w dzieciństwie wypijał surowe jajka, chwilę wcześniej zniesione przez kury! Tak czy inaczej do carbonary (a także tiramisu), ze względu na żółtka bardzo długo nie mogłam się przekonać. Ale sam sos (chociaż groźny :P) jest przepyszny. Profilaktycznie zawsze! sparzam jajka, bo bakterie salmonelli giną już w 60 st. (przy wszystkich innych czynnościach myję je w gorącej wodzie). Wystarczy włożyć je na 10 sekund (pojedynczo) do kubka z gorącą wodą. Carbonara wówczas przestaje być taka straszna. Przepis jest prosty, tylko uważajcie, żeby sos się nie zważył. 
Przy okazji: czy wiecie jak sprawdzić czy jajko jest świeże? Wystarczy włożyć je do szklanki z wodą i poczekać co się stanie: jeśli zostanie na dnie- jest świeże, jeśli zacznie się ruszać/ pływać- lepiej nie używać go na surowo, tylko poddać obróbce term, jeśli wypłynie na powierzchnię- uważajcie, może być już nieświeże.

ps. a Wy co myślicie na temat surowych jajek?

SKŁADNIKI:
  • 4 plastry boczku
  • ok. 350 g makaronu
  • 3 lekko ubite żółtka jaj
  • 250 ml śmietany 18%
  • 30 g startego drobno parmezanu
  • szczypiorek do dekoracji
Makaron ugotować al dente. Bekon pokroić w kostkę i usmażyć na chrupiąco na suchej patelni (wystarczy tłuszcz, który wytopi się z boczku). Ubite żółtka wymieszać ze śmietaną i parmezanem. Wymieszać gorący makaron z sosem i boczkiem - ja to robię na gorącej patelni, dzięki  czemu sos szybciej gęstnieje. Podawać posypane szczypiorkiem.

Tosty z jajkiem sadzonym


Ile razy wspominałam już, że nie ma nic lepszego od długich i leniwych weekendowych śniadań. Ten przepis wymaga tylko chwili przygotowań, a później można wrócić do leniuchowania w łóżku z książką czy przed telewizorem. A śniadanie robi się samo :) Ja przygotowuje je tylko z żółtym serem, ale do kanapek można dodać wszystkie składniki, które nadają sie do zapiekania: wędlinę, pieczarki, serek topiony, paprykę i inne warzywa.

SKŁADNIKI:
(na dwa tosty)

  • 2 jajka
  • 4 kromki tostowego pieczywa (lub innego kwadratowego)
  • masło do posmarowania kromek
  • 2 plastry żółtego sera
  • sól, pieprz
Za pomocą kieliszka do jajek lub małej okrągłej foremki wyciąć kółka w dwóch kromkach Pozostałe dwie posmarować masłem i położyć na nich ser. Kanapki z serem przykryć kromkami z dziurką. Jajka pojedynczo! wbić do miseczki (ostrożnie, aby żółtko zostało całe). Z miseczki przelać je ostrożnie do wykrojonego kółka (nie zawsze mieści mi się całe białko, szczególnie gdy jajka są duże, należy je wtedy zostawić i wykorzystać np. do bezów :)). Wierzch doprawić solą i pieprzem. Tak samo przygotować drugi tost (i ewentualnie kolejne). Tosty ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i piec w temp. 180 st. C. przez około 10-12 minut (w zależności od tego, czy wolicie bardziej ścięte czy płynne żółtko). Podawać gorące!
Smacznego!


Raz, dwa, trzy ... zioła w kuchni ;)













ps. jeśli coś z tego wyrośnie, na pewno dam znać ;)


Bułki czosnkowe z tymiankiem


Skoro te bułki wyszły mi bardzo późno w nocy, to myślę, że przepis jest na tyle dobry, że wyjdzie każdemu. Najgorsze jest czekanie, szczególnie, jeśli pieczenie zaczyna się o 23. Zaczyn najpierw musi zacząć pracować, później trzeba jeszcze poczekać, aż ciasto wyrośnie (koszmar!). Dlatego najlepiej jest to robić w jakimś miłym towarzystwie ;) Ciasto trochę mi się lepiło, pomimo tego, że dałam więcej mąki niż w przepisie, stąd pęknięcia na bułkach. Ale od razu mówię, że naprawdę warto czekać! Zapach przy pieczeniu jest obłędny, nie tylko czosnkowy ale też ziołowo- maślany (nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zjeść jednej od razu po wyjęciu z piekarnika ;)). Do dwóch dni po upieczeniu bułki zachowują świeżość, a po tym czasie  idealnie sprawdzą się jako zapiekanki z serem! Serdecznie Wam polecam i jeszcze raz dziękuję mojej Iwonce za inspiracje :*, a przepis pochodzi z kwietniowego numeru Kuchni.  



SKŁADNIKI:

  • 450 g mąki pszennej 
  • 20 g świeżych drożdży (trochę mniej niż 1/4 kostki)
  • 2 łyżeczki soli (dałam 2,5)
  • pół łyżeczki białego cukru
  • 3 spore ząbki czosnku
  • 350 ml mleka
  • 1 jajko
  • dwie łyżeczki suszonego tymianku (można pominąć lub dodać świeży)
  • 2 łyżki oliwy
  • żółtko roztrzepane z odrobiną mleka i gruba sól na wierzch bułeczek
Mąkę przesiać wraz z dwiema łyżeczkami soli, pośrodku zrobić dołek i wkruszyć do niego drożdże i zasypać cukrem. Mleko podgrzać razem z przeciśniętymi ząbkami czosnku i tymiankiem. Ostudzić. Nieco ciepłego mleka (ale nie gorącego) wlać do drożdży i poczekać, aż zaczną pracować (pierwszy etap czekania). Po około 15- 20 minutach wlać resztę mleka, dodać olej i wbić jajko i zagnieść ciasto tak długo, aż nie będzie kleiło się do rąk. Z ciasta uformować kule, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na minimum 30 minut (drugi etap czekania). Wyrośnięte ciasto jeszcze raz chwilę zagnieść i uformować bułki (wyszło mi 10 sztuk). Wierzch bułek posmarować żółtkiem z mlekiem i posypać gruboziarnistą solą. Odstawić do ponownego wyrośnięcia. Piec w temp. 220 st. C, na dnie piekarnika wstawić naczynie żaroodporne z wodą, aby bułki miały chrupiącą skórkę. Piec przez około 15-20 minut, po czym wystudzić na kratce.  

Szaszłyki z indykiem, pieczarkami i papryką




Na zakończenie bardzo długiego weekendu majowego, proponuję szaszłyki. Co prawda ostatniego dnia (przynajmniej u mnie) pogoda nie sprzyja, ale zawsze możecie przygotować je w piekarniku. Ja swój nastawiłam na funkcję grill i obyło się bez rozpalania całego grilla, a i tak było pysznie :) Takie szaszłyki są bardzo lekkie, soczyste i naprawdę bardzo smaczne! Przygotowuje się je naprawdę szybko, o ile wcześniej nie zapomnicie kupić patyczków ;) Mięsa nie trzeba wcześniej przygotowywać, wystarczy przyprawa do grilla na skończone szaszłyki, ale ja swoje zamarynowałam w soli, pieprzu, soku z cytryny (nadaje idealną kruchość i soczystość) i mieszance ziół do indyka. Jak widzicie pieczarki wybrałam najmniejsze jakie były w sklepie ;) Dzięki temu pięknie się prezentowały na upieczonych szaszłykach. 

Przy okazji nazwa 'szaszłyk' jest dla mnie naprawdę bardzo dziwna. Dla ciekawskich pochodzi z języka rosyjskiego, a szaszłyki są tradycyjnie spożywane prawie w całej Azji. 



SKŁADNIKI: (na 10 szaszłyków)
  • ok. 40 dag filetu z indyka (może być wcześniej zamarynowany, jak pisałam wyżej)
  • 35-40 dag małych pieczarek (najlepiej wybrać jak najmniejsze)
  • 1 duża, czerwona papryka
  • 1 średnia cebula
  • mieszanka przypraw do grilla (ewentualnie sól i pieprz)
Mięso pokroić w większą kostkę (należy pamiętać, że po upieczeniu wszystko się skurczy ;)). Pieczarki obrać (niekoniecznie), paprykę i cebulę pokroić w większą kostkę (cebulę przekroiłam na cztery, a następnie rozdzieliłam każdą warstwę osobno, dzięki czemu nie było problemów z jej nabijaniem na patyczki). Gotowe składniki nabijać na patyczki w wybranej kolejności, jednak najlepiej zacząć i skończyć na kawałku mięsa). Gotowe szaszłyki (wyszło mi 10 z czego jeden wegetariański ;)) posypać przyprawą do grilla i ewentualnie solą i pieprzem. Ułożyć na aluminiowych tackach do grillowania lub ewentualnie na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piec na grillu lub w piekarniku rozgrzanym do 200 st. C. nastawionym na funkcję grillowania (jak u mnie) lub termoobieg przez około 15-20 minut, co jakiś czas obracając. W przypadku piekarnika bez termoobiegu, nastawionego na górę i dół, należy zwiększyć temperaturę do 220 st. C, przewracać szaszłyki częściej i pilnować, aby nie spaliły się od góry. 
Smacznego!


Drukuj

Wydrukuj Przepis

Obserwatorzy