siła smaku

Download more awesome themes for your blogger platform #Sila smaku Follow us @ Google+ and get weekly updates of new templates we release regularly

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

---


Z przyprawami do piernika jest tak, że większość kupionych w sklepie ma naprawdę słaby skład. Możecie w nich znaleźć mąkę pszenną (?!), mnóstwo cukru (??) i niewiele korzennych przypraw. Najgorzej jest, jeśli znajdziecie w nich aromaty 'pierniczkowe' i podobne cuda. A przecież przygotowanie korzennej przyprawy, którą śmiało możecie dodawać do piernika i pierniczków to tak naprawdę zmielenie kilku ziaren. Ja korzystam (już od jakiegoś czasu) z przepisu Doroty na mojewypieki.com. Idealna, aromatyczna przyprawa, której przygotowanie zajmie Wam dosłownie chwile. Naprawdę Wam polecam, bo przekonacie się jak bardzo zyskają na tym Wasze wypieki!



SKŁADNIKI:
(wszystkie składniki dodaję na oko, zachowując mniej więcej proporcje)

  • ok. 50 g kory cynamonu (ostatecznie, jeśli nie macie, możecie użyć już sproszkowanego)
  • ok. 20 g suszonego imbiru
  • ok. 15 g goździków
  • ok. 15 g ziaren kardamonu (wyłuskanych- nie cierpie tego!! :))
  • ok. 10 g ziela angielskiego
  • ok. 10 g gałki muszkatołowej
  • ok. 10 g ziaren ziela angielskiego
  • kilka ziarenek czarnego pieprzu
  • 2-3 gwiazdki anyżu
Wszystkie składniki przełożyć do młynka i zmielić.
Przyprawę można również utłuc w moździerzu lub zetrzeć na tarce (tego ostatniego nie polecam).
Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku. 
Smacznego!


---

Przygotowanie puree z dyni daje mnóstwo możliwości do wykorzystania jej później. Przede wszystkim zróbcie z niego placki dyniowe (przepis jutro na blogu), które są obłędnie pyszne i bardzo puszyste. Z puree możecie też przygotować szybką zupę, dyniowe kopytka czy dodać je do risotto. Jeśli zawekujecie ją w słoikach, posłuży Wam przez całą zimę! Spróbujcie koniecznie, bo przygotowanie takiego puree zajmie Wam dosłownie chwilę!



SKŁADNIKI:

  • ok. 2 kg dyni
Dynię pokroić w półksiężyce i usunąć pestki. Ja wykorzystałam mniejsze dynie (które dostałam od mojej przyjaciółki ;*), które pokroiłam na cztery części i piekłam krócej. Kawałki dyni ułożyć na blaszce z piekarnika (na papierze do pieczenia) skórą do dołu. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 st. C i piec przez ok. 1 godzinę (ja swoje kawałki piekłam przez ok. 50 min). Gotowa dynia  jest na tyle miękka, że łatwo można wbić w nią widelec. Upieczoną dynię przestudzić, a następnie wydrążyć łyżką ze skórek i przełożyć cały miąższ do wysokiego naczynia i zmikoswać na puree (w robocie lub za pomocą blendera). Puree przełożyć do słoików i przechowywać w lodówce. Jeśli przygotowujecie puree na dłużej, słoiki należy zawekować. 
Smacznego! 



W ostatnim czasie w moim osiedlowym supermarkecie, zabrakło przyprawy pięciu smaków, tak bardzo popularnej w kuchni chińskiej. Z założenia przyprawa ta ma odpowiadać pięciu podstawowym smakom: słodkiemu, słonemu, gorzkiemu, kwaśnemu oraz ostremu. Postanowiłam sprawdzić, czy istnieje możliwość przygotowania mieszanki w domu i okazało się, że większość składników przyszła do mnie ostatnio w paczce od Kamisa. Mieszankę warto jest przygotowywać (lub kupować) w małych ilościach, bo bardzo szybko traci aromat. Jeśli będziecie mieli ochotę poeksperymentować z kuchnią chińska, koniecznie zaopatrzcie się w pięciosmakową mieszankę!
Ja niedługo podzielę się z Wami przepisem na imbirowego kurczaka z makaronem z przepisu Jamiego Olivera. Przyprawa jest tam bardzo ważnym składnikiem!!


SKŁADNIKI:
  • 6 cm kawałek cynamonu
  • 2 łyżeczki czarnego pieprzu w ziarnach
  • 2 łyżeczki goździków
  • łyżeczka nasion kolendry
  • 2 gwiazdki anyżu
Rozgrzać suchą patelnie. Cynamon i anyż rozkruszyć na mniejsze części. Po kolei podgrzewać każdą przyprawę (na suchej patelni), aż zacznie wydawać z siebie intensywny aromat. Następnie wszystkie składniki wymieszać i zmielić w młynku, za pomocą robota kuchennego lub rozgnieść w moździerzu.
Przechowywać w szczelnym słoiku. 



Konfitura z karmelizowanej cebuli to wspaniały dodatek do mięs, sosów, serów czy warzyw. Uwielbiam ją na ciepłych kanapkach i jako składnik hamburgerów. Przygotowania moich domowych hamburgerów (przepis już niedługo) zaczęłam właśnie od konfitury! Nie wymaga dużo pracy: wystarczy obrać i pokroić cebulę, a później mieć na oku patelnie na której się smaży. Żeby uzyskać bardziej słodkawy smak, tym razem dodałam łyżkę dżemu żurawinowego. To połączenie smakuje mi zdecydowanie bardziej od tradycyjnej konfitury. Serdecznie Wam polecam!


SKŁADNIKI:
  • 3 duże czerwone cebule
  • 2 łyżki brązowego cukru
  • 4 łyżki oliwy
  • 1/4 szklanki octu winnego czerwonego
  • 3/4 szklanki wody
  • sól, pieprz do smaku
  • 1 łyżka dżemu z żurawiny (użyłam domowego)
Cebulę obrać, pokroić w piórka. Na patelni rozgrzać oliwę i dodać cebulę (ja w tym momencie doprawiam solą, dzięki temu cebula się nie spali) i dusić na wolnym ogniu, aż cebula zmięknie. Następnie dodać 2 łyżki brązowego cukru, wymieszać i chwilę poddusić. Ocet winny wymieszać z wodą i wlać na patelnie. Wymieszać i dusić na średnim ogniu, od czasu do czasu mieszając, przez około godzinę, aż woda wyparuje, a cebula nabierze gęstej konsystencji. Na koniec dodać łyżkę dżemu żurawinowego i doprawić do smaku pieprzem. Przełożyć do słoika i wystudzić przed wstawieniem do lodówki. Przechowywać w lodówce do tygodnia. 
(Moim zdaniem lepiej jest usmażyć mniejszą porcję częściej, niż więcej za jednym razem, bo jednak na świeżo smakuje lepiej). 


Obiecałam na fb siły smaku, że następny przepis jaki się pojawi będzie na rybę w cytrynowej panierce, ale to danie nie wyszłoby tak pyszne bez ziołowo- czosnkowego masła, które stanowi jego idealne uzupełnienie! Masło użyte w przepisie musi być miękkie (więc trzeba je wcześniej wyjąć z lodówki), a po skończeniu musi do lodówki wrócić, żeby uzyskać odpowiednią konsystencję. Dlatego na jego przygotowanie poświęćcie chwilę wcześniej.
Masło idealnie podkreśla smak ryby, ale może być użyte do kanapek, tostów, zapiekanek, wytrawnych gofrów, krakersów i wszystkiego co przyjdzie Wam do głowy! Nie smażyłabym na nim, ze względu na ilość ziół, ale myślę, że spokojnie nadawałoby się do wymieszania np. z jajecznicą, czy rozpuszczenia na krwistych stekach!
I jeszcze jedno: ja użyłam koperku i natki pietruszki, ale możecie je przygotować ze swoimi ulubionymi ziołami i dowolnie je mieszać.


SKŁADNIKI:
  • 100 g masła
  • 3 łyżki grubo posiekanego koperku
  • 2 łyżki grubo posiekanej natki pietruszki
  • 1 duży ząbek czosnku (lub dwa mniejsze)
  • sól, świeżo mielony pieprz
Wszystkie składniki umieścić w pojemniku robota kuchennego lub blendera (masło musi być miękkie) i zmiksować na gładką masę.
Wersja bez blendera: Miękkie masło przełożyć do miseczki. Koperek i natkę bardzo drobno posiekać i dodać do masła. Ząbki czosnku przecisnąć przez praskę i dodać do masła. Doprawić solą i pieprzem i dokładnie wymieszać.

Gotowe masło przełożyć do miseczki lub zamykanego pojemnika i wstawić do lodówki na minimum 30 minut, aby dobrze się schłodziło. Masło możecie przechowywać do tygodnia w lodówce.
Smacznego!


Przepyszny, słodki krem o mleczno- miodowym smaku i zapachu! Podobno przypomina cukierki mojego dzieciństwa- Werther's Original :) Nadaje się do tostów, gofrów, naleśników lub innych słodkości, albo po prostu do wybierania łyżeczką! Idealny na śniadanie! Spróbujcie, jeśli jeszcze nie mieliście okazji ;) Przepis pochodzi stąd.


SKŁADNIKI:
  • 160 g miodu
  • 50 g masła
  • 80 g mleka skondensowanego bez cukru
W rondelku o grubym dnie rozpuścić miód i masło. Kiedy się połączą, dodać mleko skondensowane i dokładnie wymieszać. Podgrzewać na średnim ogniu przez około 10 minu, od czasu do czasu mieszając, aby krem się nie skarmelizował. Przelać do słoiczka i schłodzić. 



Z podanego przepisu wyszedł mi słoiczek i spora miseczka kremu.


Jestem pewna, że widzieliście już ten przepis u Ani. Pomysł niesamowicie mnie zaskoczył. Do tej pory byłam pewna, że kostki rosołowe i inne tego typu warzywne przyprawy mogą składać się jedynie z glutaminianów, inozynianów i innych E. (przy okazji odsyłam do całkiem ciekawego tekstu). Bulionetki, które jakiś czas temu zaproponowała Ania, nie są dokładnie takie same, jak te, które możecie kupić, ale świetnie je zastępują. Taka mieszanka warzywna z dodatkiem soli świetnie sprawdza się do wielu zup i dań, a najlepsze jest to, że sami możecie tworzyć różne smaki i kompozycje. Ja nie trzymałam się sztywno poleceń Ani i wszystko robiłam 'na oko', ale efekt okazał się bardzo zadowalający. Odsyłam Was do oryginału Ani- naprawdę wszystko bardzo dokładnie opisała i wyjaśniła. Ja myślę, że w tym przypadku improwizacja jest wskazana :)


SKŁADNIKI:
  • 2 marchewki
  • pietruszka
  • por
  • seler
  • natka pietruszki, koper, bazylia i inne zioła
  • sól
  • (i inne składniki, na które macie ochotę: seler naciowy, suszone pomidory, cebula, itp.)
Wszystkie surowe warzywa pokroić i zmiksować w robocie kuchennym lub zmielić w maszynce do mielenia (wybrałam pierwszy sposób). Dodać sól w proporcji: 25 g soli na 100 g warzyw. Następnie masę można zamrozić lub przełożyć do słoika i przechowywać w lodówce, ale znacznie krócej niż mrożone. Dodatkowo możecie robić różne warianty smakowe, dzieląc masę na mniejsze porcje i dodając różne składniki. Ja zrobiłam dwie wersje do drugiej dodając suszone pomidory ('klasyczna' wersja smakuje mi bardziej). O porcjowaniu więcej rozpisuje się Ania, więc znowu odsyłam! 
Smacznego!

Przy okazji: 
Dodałam możliwość wydruku przepisów (Asiu- specjalnie dla Ciebie!). Po otworzeniu podstrony z konkretnym przepisem, trzeba znaleźć ikonkę drukarki i kliknąć. Mam nadzieję, że Wam się przyda.

Nie wiem dlaczego nigdy wcześniej nie pomyślałam o tym, że bułkę tartą, przygotowaną w domu, można od razu wzbogacić o różne smaki :) Pomysł pochodzi od ciastkowego bossa, Buddy'ego Valastro, który w każdym ze swoich programów na temat włoskiego gotowania podkreśla zalety urozmaiconej bułki tartej.



To naprawdę jest dobry pomysł, bo nie wymaga już żadnego innego doprawiania panierowanego mięsa. Nadaję się do wielu dań i naprawdę je urozmaica. Jeśli macie wysuszone bułki, to warto je w ten sposób wykorzystać :) Zioła i przyprawy dowolne, ale poniższa kombinacja daje naprawdę zadowalający efekt!



SKŁADNIKI:
(na ilość widoczną w słoiku. Proponuję zrobić najpierw mniejszą ilość z różnymi dodatkami i wybrać najlepsze połączenie)
  • dwie bułki (moje były pełnoziarniste) wysuszone
  • 3 łyżki parmezanu
  • łyżeczka curry
  • łyżeczka rozmarynu
  • 2 łyżeczki suszonej pietruszki
  • łyżeczka przyprawy do kurczaka (złocistej)
  • pół łyżeczki płatków chili
Wszystkie składniki zmielić za pomocą roota kuchennego, zblendować, zetrzeć na tarce lub zrobić cokolwiek innego, aby składniki rozdrobniły się na sypki piasek. Przełożyć do słoika, przechowywać w szczelnie zamkniętym, w chłodnym i ciemnym miejscu.

Tak przygotowana bułka tarta nadaje się do panierowania kotletów, kurczaka, warzyw i wszystkiego, co przyjdzie wam do głowy.


ps. w najbliższym czasie spodziewajcie się kilku nowych przepisów :) zgadnijcie kto mnie teraz inspiruje :)???
O maśle orzechowym pisałam już tutaj. Tym razem, opierając się na podstawowym przepisie, trochę go zmodyfikowałam. Sam proces przygotowywania też się wydłużył, ale było warto. Przepyszne, naprawdę!


SKŁADNIKI:
  • 267 g chałwy (tym razem waniliowo- kakaowa)
  • 400 g orzeszków ziemnych solonych
  • ok. 60 g masła
  • 7 łyżek cukru
  • 3 łyżki miodu
  • 2-3 łyżki kakao
Orzeszki ziemne zmielić w robocie kuchennym (tym razem zmieliłam je bardziej niż poprzednio). Następnie rozkruszyć chałwę i razem z orzechami przełożyć do miski. Masło rozpuścić, ciepłym zalać orzechy, dodać kakao i wymieszać. Do rondla wsypać cukier rozpuścić i trochę zbrązowieć, dodać miód i wszystko razem rozpuścić, zalać orzechy i wymieszać. Gotowe masło orzechowe zmiksować za pomocą blendera, aż do przestudzenia i odstawić w chłodne miejsce na noc. Następnego dnia masło lekko podgrzać, ponownie zmiksować i jeszcze ciepłe przekładać do słoików. Tak jak poprzednie masło może stać w lodówce nawet do 2- 3 tygodni.


Masło orzechowe zdecydowanie nadaje się na świąteczne prezenty, trzeba jedynie odpowiednio przyozdobić słoiki. :)




Przepis dodaję do akcji "Świąteczne prezenty".


Korzystając z okazji, chciałabym także złożyć wszystkim Wesołych Świąt, pełnych zapachu pierników, mnóstwa nowych inspiracji kulinarnych i wszystkiego przepysznego! 



*a tym, którzy twierdzą, że jedzenie służy tylko do jedzenia, przedstawiam makaronowego anioła.


Przepis dodany przez Paule na masło orzechowe, przypomniał mi już nieprodukowany krem Snikers. Pyszny, idealny do naleśników, herbatników i wyjadania łyżeczką ze słoika. Musiałam sobie chociaż w pewnym stopniu przypomnieć jego smak. Jako że moja chałwa była orzechowa, dodałam 3 łyżki cukru pudru. Masło ma naprawdę smak masła orzechowego, ale najlepsze jest jego szerokie zastosowanie. Można na nim smażyć, dodawać do ciast, ciastek, albo robić kruszonkę, o czym napisze później. Spokojnie można przechowywać je w lodówce, tak długo jak normalne masło. Ja od razu zrobiłam z podwójnej porcji i dodałam więcej masła, niż zalecała Paula, przez co bardzo łatwo się je smaruje.


SKŁADNIKI:
  • 240 g chałwy (moja była orzechowa)
  • 360 g orzeszków ziemnych (mogą być solone)
  • ok. 40 g masła
  • 3 łyżki cukru pudru
Orzeszki ziemne zmielić w robocie, ewentualnie pokruszyć za pomocą wałka. Chałwę przełożyć do miski i rozdrobnić widelcem. Masło bardzo powoli rozpuścić na bardzo małym ogniu. Do chałwy dodać orzechy, masło i cukier, wszystko dokładnie wymieszać. Masło nakładać do słoików, ugniatając. Przechowywać w lodówce.



Masło orzechowe to kolejny przepis, który dodaje do akcji Orzechowy Tydzień. Mam nadzieje, że Paula się nie obrazi :)



Drukuj

Wydrukuj Przepis

Obserwatorzy