siła smaku

Download more awesome themes for your blogger platform #Sila smaku Follow us @ Google+ and get weekly updates of new templates we release regularly


---


Za każdym razem, kiedy znajduję już prawie czarne banany, zawsze wiem co z nich zrobić! Idealnie nadają się na krem czekoladowy (link), chlebek owsiany z żurawiną (link), bananowe babeczki z kawałkami czekolady (jak te), mus czekoladowy z bananami (tutaj), chlebki bananowe (tutaj i tutaj), no i moje ukochane ciasto czekoladowe (z tego przepisu). Do repertuaru bananowych wypieków dołączyłam ostatnio babeczki czekoladowe z bananami, które nie wymagają miksera i możecie je w wolnej (krótkiej) chwili zamieszać w misce. Idealnie czekoladowe, odpowiednio wilgotne i bardzo szybkie! Mam nadzieję, że od dziś żaden banan nie wyląduje w koszu :)
ps. Często w sklepach takie już czarne banany możecie kupić dosłownie za grosze! Nie omijajcie ich szerokich łukiem, bo naprawdę mogą się przydać!



SKŁADNIKI:
(na 12 babeczek)
  • 2 dojrzałe banany
  • 3/4 szklanki oleju rzepakowego
  • 1/2 szklanki brązowego cukru
  • 1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
  • 3 łyżki kakao
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • szczypta soli
Banany obrać, przełożyć do miski i rozgnieść widelcem. Dodać olej, jajka i cukier i wszystko razem wymieszać. W drugiej misce wymieszać mąkę z kakao, szczyptą soli i sodą i wymieszać do połączenia. Mąkę z dodatkami przesypać do bananów z olejem i cukrem i dokładnie wymieszać do połączenia wszystkich składników. Formę do muffinów wyłożyć papilotkami i rozdzielić ciasto - wychodzi 12 babeczek. Piec w piekarniku nagrzanym do 190 st. C przez ok. 20 minut. Przed podaniem przestudzić.
Smacznego!  





---




Kiedy prawie dziesięć lat temu wyprowadzałam się od rodziców, niewiele wiedziałam o gotowaniu. Przez pierwszy rok w moim głównym menu mogliście znaleźć biały ser z rzodkiewką i szczypiorem, (o zgrozo!) parówki, z warzyw jadłam przede wszystkim ogórki kiszone. Na studiach często jadaliśmy poza domem, najczęściej coś na szybko i raczej niezdrowo. Nigdy nie miałam problemów z otyłością, chociaż oglądając moje zdjęcia z dzieciństwa, stwierdzam, że żadna babcia nie powstydziłaby się takiej wnuczki :P W rodzinnym domu jadaliśmy bardzo normalnie, mama często gotowała zupy i wiecznie robiła surówkę z kapusty pekińskiej. W szkole raczej nie rozmawialiśmy o zdrowym odżywianiu, nikt nie przywiązywał wagi do lokalnych, zdrowych produktów. Wiedziałam, że to co przywieziemy od babci jest zdrowsze, ale na tym tyle.




Na szczęście przez lata wiele się u mnie zmieniło :) Może to przez ludzi, których spotykam na co dzień, a może przez miejsce gdzie pracuję, albo po prostu większą świadomość tego co jem. Nadal jednak uważam, że to bardzo słabe, kiedy młodzi ludzie w szkole uczą się wszystkiego, omijając bardzo istotne aspekty życia. 



Dlatego tym chętniej angażuję się w akcje, takie jak ta - "Pora na pomidora - czyli jak tu nie kochać polskich warzyw i owoców", które uczą młodych ludzi dobrych nawyków żywieniowych, pokazują jak ważne są lokalne produkty i przede wszystkim dają wskazówki jak polskie warzywa i owoce wprowadzać do codziennej diety! W ramach akcji w kilku miejscach w Polsce organizowane będą warsztaty kulinarne dla uczniów, podczas których uczniowie przygotują smaczne dania tylko z polskich warzyw i owoców!



Ze strony www.poranapomidora.com możecie pobrać przykładowe jadłospisy dla dzieciaków w różnym wieku (o tutaj) albo przepisy, jeśli zabraknie Wam inspiracji - tutaj. A z warsztatów możecie spodziewać się relacji - zamierzam być na dwóch w różnych częściach Polski :) Już nie mogę się doczekać! 



Działania sfinansowane ze środków Funduszu Promocji Owoców i Warzyw. Organizatorem kampanii jest Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych.
Więcej informacji na stronie internetowej kampanii oraz na profilu na Facebooku:

www.poranapomidora.com

www.facebook.com/PoranaPomidora

---




Gwarantuję Wam, że nikt nie będzie kręcił nosem na kaszę jaglaną w ich składzie, bo jest kompletnie niewyczuwalna. Za to kule są pyszne, zdrowe i idealnie nadają się do zabrania do pracy i szkoły. Możecie je zapakować w śniadaniówki i zjeść na drugie śniadanie lub lunch z kubkiem kawy czy herbaty. Oprócz tego są bardzo szybkie w przygotowaniu, no i mają jeszcze jedną zaletę ;) Możecie je przygotować, kiedy po obiedzie zostanie Wam kasza ;) Założę się, że wielu z Was nie pomyślało, żeby resztki z obiadu zamienić na zdrowy deser ;)



SKŁADNIKI:

  • ok. pół szklanki kaszy jaglanej / ok. 1 szklanki ugotowanej
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • 1 łyżka suszonej żurawiny
  • 3 łyżki cukru pudru (lub ksylitolu)
Kaszę wsypać na sito i kilkakrotnie przelać na zmianę zimną i gorącą wodą, aby pozbyć się goryczki. Następnie ugotować według przepisu na opakowaniu i odstawić do przestudzenia. Jeszcze ciepłą kaszę przełożyć do robota, dodać cukier i kakao oraz wiórki i rozdrobnioną żurawinę. Wszystko razem dokładnie zmiksować. Z masy formować kulki wielkości orzecha włoskiego i wstawić do schłodzenia do lodówki. 
Smacznego!



---

Kiedy sezon na cukinie w pełni, przygotowuję je bardzo często (po przygodzie, którą opisałam na fb, sprawdzając dokładniej wszystkie dodane jajka), na szczęście teraz możecie z niej korzystać cały rok! Placki są pyszne i bardzo proste do wykonania. Zamiast fety możecie użyć mnóstwa innych dodatków: usmażony boczek, gotowane buraki lub marchewki czy pietruszki (które np. zostaną Wam z gotowania rosołu), a także świeże zioła (bazylię, natkę, koperek czy szczypiorek). Zamiast fety możecie do nich dołożyć kozi ser, parmezan lub cheddar. Każde połączenie na pewno Was zachwyci! Przepis na podstawie tego - klik. 

SKŁADNIKI:

  • 1 średnia cukinia
  • 2 jajka
  • 1 i 1/4 szklanki mąki
  • ok. 80 g sera typu feta
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka jogurtu naturalnego
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 ząbki czosnku
  • pół pęczka koperku (posiekanego)
  • olej lub oliwa - do smażenia 
Cukinie zetrzeć na tarce o dużych oczkach, przełożyć do miski i zasypać solą. Odstawić na 10 minut, następnie cukinie odsączyć na sicie z nadmiaru soku. Do cukinie dodać pozostałe składniki i wszystko dokładnie wymieszać, aż do połączenia składników. Na rozgrzaną patelnię wlać olej i smażyć placki partiami na złoty kolor z obu stron. Gotowe placki odsączać na ręczniku papierowym i podawać (najlepiej z dodatkiem jogurtu naturalnego z sokiem z cytryny i świeżym koperkiem).
Smacznego!



---

Postanowiłam osłodzić Wam trochę rozłąkę i pierwsze przepisy, które pojawią się po przerwie wybrać słodkie. Dziś mam dla Was pyszne, włoskie ciasto - Torta con ricotta. Idealne, jeśli będziecie mieli ochotę odpocząć przez chwilę od owocowych wypieków :)
Ciasto nie wygląda bardzo ciekawie, ale wierzcie mi, że jego smak Was zaskoczy. Proste i szybkie, w sam raz do przygotowania w letnie popołudnie! No i może dla kogoś będzie stanowić pyszne wspomnienie o wakacjach :) ?



SKŁADNIKI:
(źródło)

  • 200 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 250 g sera ricotta
  • pół kostki masła (100 g) - rozpuszczonego i ostudzonego
  • 4 jajka
  • 100 g cukru pudru
  • 1 laska wanilii
  • 2 łyżki likieru cytrynowego (limoncello) 
  • 1 łyżka skórki otartej z cytryny
  • sól

Mąkę przesiać do miski, dodać proszek do pieczenia i wymieszać. Jajka wbić do miski, dodać cukier puder, szczyptę soli i ziarenka z laski wanilii. Całość ubić mikserem na jasną i puszystą masę. 1/3 masy jajecznej odłożyć i ubić ją z ricottą i 2 łyżeczkami mąki. Do reszty masy wsypać mąkę z dodatkami, dodać skórkę z cytryny, rozpuszczone masło i likier i dokładnie wymieszać. 

Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia i całość wysmarować masłem. Ciasto wyłożyć i rozprowadzić równomiernie, na wierzch wyłożyć masę z ricottą i wyrównać. 
Piec w piekarniku nagrzanym do 170 st.C przez ok. 45 minut, do tzw. suchego patyczka.

Gotowe ciasto przestudzić i podawać. Do ciasta możecie przygotować owocowy sos lub posypać je cukrem pudrem.
Smacznego!





---

Miesiąc temu w Poznaniu miało miejsce jedno z ważniejszych wydarzeń dla wszystkich bloggerów - konferencja - Blog Conference Poznań (więcej możecie przeczytać tu: link). Oczywiście nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy przy okazji wizyty w Poznaniu nie odwiedziły kilku miejsc, znalezionych w przewodniku Gault & Millau, poleconych przez Was i znalezionych na fb. Kilka z nich znałam już z poprzedniej wizyty w Poznaniu, ale równie chętnie poznałam te nowe. Wszystkie okazały się strzałem w dziesiątkę dlatego chętnie i Wam je polecam. Zachowałam we wpisie kolejność odwiedzin, nie jest to więc żaden ranking. Zapraszam Was zatem do Poznania :)

#śniadanie
1. 239 Klubokawiarnia.

Zaraz po wylądowaniu udałyśmy się na śniadanie do klubokawiarni 239. Nie znajdziecie jej w przewodniku G&M, a szkoda bo to piękne miejsce i pyszne jedzenie. Podtytuł: kawa - kultura - architektura, nie znalazł się tam bez powodu- kawiarnia stanowi integralną część pracowni architektonicznej. W menu prawdziwa kawa, tarty i quisze, burgery, zupy i kanapki oraz bogata oferta śniadaniowa. Ja zdecydowałam się na omlet z kozim serem, szpinakiem i figami. Połączenie dość zaskakujące, ale wierzcie mi, że warte spróbowania!




239.Klubokawiarnia
Szczanieckiej 10/2, Poznań
fb: 239klubokawiarnia


#lunch
2. MOMO love at first bite

To idealne lunchowe miejsce! W tygodniu możecie tam zjeść półmisek sea food z warzywami za 29 zł. W karcie przede wszystkim ryby i owoce morza, przygotowane na bardzo różne sposoby. Dla nierybnych też się coś znajdzie, np. sałata z owczym serem i morelami. Dla miłośnikó seafoo'u obowiązkowe miejsce na kulinarnej mapie Poznania!




MOMO Love at first bite!
Szewska 2, Poznań
fb: MOMO-love-at-first-bite


#lunch
3. Tapasta

Jedno z moich ulubionych miejsc w Poznaniu, które odwiedzam już kolejny raz! Przepyszne makarony, prawdziwie włoskie dodatki i trochę tapasowych przekąsek rodem z Hiszpanii (stąd nazwa). Jestem największą chyba fanką ich carbonary, z dodatkiem surowego żółtka na górze, naprawdę robi wrażenie. Tym razem zdecydowałam się na połączenie włosko- hiszpańskich smaków i wybrałam tagliatelle z chorizo i zielonym groszkiem w pikantnym, pomidorowym sosie. Do dziś wspominam to danie z sentymentem!
Jeśli będziecie wybierać się do Tapasty, koniecznie wcześniej zarezerwujcie stolik- to naprawdę oblegane miejsce.



Tapasta. 
Kwiatowa 3/3, Poznań

#kolacja
4. Bazar 1838

Z okazji moich zbliżających się urodzin, postanowiłyśmy uczcić je sobotnią kolacją w Bazarze. To cakiem eleganckie miejsce z dobrym jedzenie, nawiązującym do tradycyjnej kuchni polskiej, podanej w nowoczesnym wydaniu. W Bazarze zjadłyśmy naprawdę obfitą kolacje: tatar ze śledzia z ziemią z pumpernikla, chodnik z botwiny i krem ze szczawiu oraz pierogi z kaczka i sałatę z kurczakiem. Na deser otrzymałam też fondant czekoladowy ze świeczką :) Do tego woda i dwie lampki wina. Za całość zapłaciłyśmy coś ok. 150 zł, więc wyszło to bardzo przyzwoicie :) Jeśli będziecie szukać jakiegoś bardziej eleganckiego miejsca w centrum Poznania- zdecydowanie Wam polecam!




Bazar 1838
Paderewskiego 8, Poznań

#lunch
5. Yetztu

O Yetztu mówili nam już chyba wszyscy i całe szczęście, że wcześniej zarezerwowałyśmy stolik bo tłumów na Ramen tam nie brakuje. Maksymalnie zaskoczyła nas obsługa, która na wstępie opowiedziała nam o wszystkich rodzajach ramenu i pomogła rozszyfrować skomplikowane nazwy. Pyszny, sycący i bardzo aromatyczny ramen po chwili wylądował na naszych stołach. Można siorbać kluski,spijać aromatyczny bulion i pałeczkami wyjadać mięso i warzywa. Cudowne! Nie tylko dla fanów japońskiech kuchni! Obowiązkowy przystanek w Poznaniu!


Yetztu Poznań
Bolesława Krysiewicza 6
fb: yetztupoznan

#kolacja
6. Cocorico

Wynajmując mieszkanie przez airbnb, trafiłyśmy na piękną kamienicę, gdzie na parterze właściciele prowadzą małą restauracje. Dla mnie to typowe miejsce pamiętające jeszcze późne lata 90' (podobną prowadziła kiedyś moja ciocia). Do wynajmowanego pokoju otrzymałyśmy również śniadania i co rano raczyłyśmy się nim na przepięknym patio. Weekend w Poznaniu postanowiłyśmy więc zakończyć kolacją 'w naszym miejscu'. Dobre jedzenie i cudowne miejsce! Warte uwagi ;)




#deser
7. Lodzia na patyku

Oczywiście nie mogłyśmy się oprzeć, żeby podczas wizyty w Poznianiu (kilkukrotnie) nie odwiedzić Lodzi. Boskie lody na patyku, których na pewno nie muszę Wam przedstawiać! Cała gama dodatków, dzięki czemu za każdym razem możecie zjeść coś innego! Bardzo trudno się oprzeć :)


Lodzia
Wodna 11, Poznań
fb: lodziapoznan

---

Pod względem różnorodności i pysznych miejsc, Poznań wypada naprawdę dobrze, co trochę mnie zaskoczyło :) Czekam na Wasze miejsca, które powinnam odwiedzić następnym razem! No i mam nadzieję, że trochę Was zainspirowałam i macie ochotę zjeść Pozań! :)

---

Na początku chyba jestem Wam winna jakieś wyjaśnienia, dlaczego przez tyle czasu nic tu się nie działo. Czuję się trochę, jakbym pisała pierwszy raz :) 
Na początku roku postanowiłam kompletnie zmienić swoje życie, a przede wszystkim, po ponad 5 latach pracę. Wiele zaryzykowałam i musiałam poświęcić mnóstwo czasu, żeby wdrożyć się w całkiem mi obce obowiązki. Nie zapomniałam o blogu, ale na pytania innych, czy to prawda, że jestem blogerką, co raz częściej odpowiadałam "byłam".
Jakiś czas temu, jeden z moich bliskich przyjaciół zapytał mnie, czy mi nie brakuje. Brakowało mi bardzo, ale widziałam, że potrzebuję skupić się na czymś innym. Teraz myślę, że jestem już na takim etapie, że w końcu uda mi się pogodzić to wszystko. Nie mogę Wam jeszcze obiecać, że teraz już będzie regularnie, ale na pewno zrobię wszystko, żeby tak było.
Dziś mam dla Was wpis, na który wiele osób niestety musiało bardzo długo czekać!
Pyszny, czekoladowy krem z dodatkiem orzechów, który smakuje jak dobrze wszystkim znana nutella, jednak jest jej zdrową! odmianą. Koniecznie musicie wypróbować!



SKŁADNIKI:
  • 100 g orzechów laskowych
  • 2-3 łyżki płynnego miodu
  • 2 czubate łyżki kakao 
  • 1/4 szklanki mleka (może być roślinne)

  Z orzechów pozbyć się skórki. Można to zrobić prażąc je na suchej patelni przez ok. 1 minutę lub przesypać na płasko na blachę i piec w piekarniku rozgrzanym do 200 st. C. przez ok. 10 minut, aż zbrązowieją. Następnie, gorące zawinąć w ściereczkę i energicznie potrząsać, tak aby skórka sama odeszła. 
Oczyszczone orzechy przełożyć do robota z ostrzem (lub misy blendera), dodać miód, kakao i połowę mleka i wszystko dokładnie zmiksować. Jeśli masa wyda się Wam za gęsta, należy dodać więcej mleka. 
Gotowy krem przełożyć do słoika i przechowywać w lodówce przez ok. 1 tydzień.
Idealnie nadaje się do kanapek, grzanek, placuszków czy naleśników. Na pewno znajdziecie dla niego mnóstwo rozwiązań! 




---



W tym roku na blogu nie pojawiły się żadne świąteczne przepisy, ale jednym koniecznie muszę się z Wami podzielić! Domyślam się, że z jogurtu greckiego to żaden sernik, chociaż strukturą naprawdę go przypomina. Jest bardzo prosty, delikatny i puszysty i jestem przekonana, że większość nie będzie miała z nim problemu ;) Wypróbujcie koniecznie, najlepiej jeszcze przed świętami, bo przygotowania zajmą Wam dosłownie chwilę!



SKŁADNIKI:

Kruchy spód:

  • 2 łyżki cukru pudru
  • pół szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki kakao
  • 50 g masła
  • 1 żółtko
Wszystkie składniki posiekać razem, a następnie zagnieść gładkie ciasto. Ja robię to w robocie, można również użyć miksera. Okrągłą formę (21 cm) wyłożyć papierem do pieczenia (samo dno) i wylepić ciastem spód. Piekarnik nagrzać do 180 st. C i podpiec spód przez ok. 15 min.

Masa jogurtowa:
  • 700 g jogurtu naturalnego typu greckiego
  • 3 jajka
  • 3 (czubate) łyżki cukru pudru
  • 2 łyżki otartej skórki pomarańczowej
  • 1 opakowanie budyniu waniliowego (bez cukru) 
  • szczypta soli (do białek)
Żółtka oddzielić od białek do dwóch różnych misek. Do żółtek dodać jogurt grecki, budyń (proszek) i skórkę pomarańczową. Wszystko zmiksować do połączenia składników. Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli. Kiedy będą już wystarczająco ubite, dodawać stopniowo cukier puder (po łyżce) i nadal miksować. Połączyć obie masy, dodając białka do żółtek stopniowo (po łyżce) i delikatnie mieszając, tylko do połączenia składników.
Gotową masę przełożyć na podpieczony spód, wierzch wyrównać i piec w 160 st. C. przez około 60 minut, aż wierzch sernika ładnie się zezłoci. 
Po tym czasie sernik wystudzić w uchylonym piekarniku (nie wyjmować). Najlepiej przechowywać w lodówce. 
Smacznego!



---



Ostatnio przeważają u mnie zupy - kremy, które nie wymagają wyjątkowej uwagi, które można przygotować szybko, prosto, ze składników, które najczęsciej są w domu. Nie potrzebują też wyjątkowych bulionów, wywarów, są rozgrzewające i sycące. Nie mam czasu na długie gotowanie, wymyślanie skomplikowanych receptur i szukanie nietuzinkowych składników. Nie mogę doczekać się wiosny, wszystkich świeżych warzyw i owoców, które będą razem ze mną wracały z pracy i pyszniły się na wiosennych kolacjach. A tym czasem rozgrzewam się kolejną zupą - krem, łudząco przypominającą greckie smaki i wspomnienia o lecie. Moim zdaniem to idealne połączenie smaków, bo cóż może być lepszego niż soczyste pomidory, świeża bazylia, słona feta i uprażone pestki słonecznika. Jeśli nie macie czasu na wymyślne gotowanie, serdecznie Wam polecam! Na pewno będziecie zadowoleni!



SKŁADNIKI:

  • 2 puszki (po 400 g) pomidorów w całości
  • 1 średnia czerwona cebula
  • 1 średnia marchewka
  • 1- ząbki czosnku
  • oliwa
  • sól, pieprz
  • ser typu feta - do podania
  • pestki słonecznika - do podania
  • świeża bazylia - do podania


Marchewkę obrać i pokroić w plasterki, cebulę obrać i pokroić w piórka. W garnku z grubym dnem rozgrzać oliwę (ok. 2 łyżek), dodać marchew i cebulę oraz przeciśnięty ząbek czosnku i podsmażyć przez kilka minut, aż cebula lekko się zrumieni. Następnie dodać pomidory z obydwu puszek, do jednej puszki nalać wody i wlać do zupy (to najłatwiejszy sposób na odmierzenie wody, a przy okazji można wypłukać z puszki pozostałości pomidorów). Doprawić solą i pieprzem. Gotować przez ok. 15-20 min, aż warzywa będą miekkie. Zupę odstawić do przestudzenia, a następnie zblendować na gładki krem. 
Pestki słonecznika uprażyć na suchej patelni (na średnim ogniu), aż ładnie się zezłocą. Gotową zupę przelewać na talerze, posypując fetą, pestkami słonecznika oraz listakmi bazylii.
Smacznego!


Drukuj

Wydrukuj Przepis

Obserwatorzy