siła smaku

Download more awesome themes for your blogger platform #Sila smaku Follow us @ Google+ and get weekly updates of new templates we release regularly

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczywo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczywo. Pokaż wszystkie posty

---
Jestem pewna, że nic nie sprawi Wam tyle radości, co własnoręcznie upieczony chleb! Musicie mi wierzyć, że nie wymaga on wyjątkowych umiejęctności, a tak prosty przepis wyjdzie naprawdę każdemu! No i zapach świeżo upieczonego chleba, unoszący się w całym domu, od razu poprawi Wam nastrój! Pogoda sprzyja włączaniu piekarnika, więc nie znajdziecie żądnych wymówek!


SKŁADNIKI:
(źródło: plateofjoy)
  • 500 g mąki pszennej
  • 380 ml ciepłej wody
  • 15 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1 łyżeczka soli
  • ok. 100 g mieszanki ziaren (użyłam słonecznika i dyni)
Mąkę przesiać do dużej miski, dodać sól, wkruszyć drożdże i miód i zalać niewielką ilością wody. Odstawić na kilka minut, aż drożdże zaczną pracować (bulgotać), następnie dodać resztę wody, ziarna i wszystko dokładnie wymieszać łyżką- do połączenia składników. Miskę przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 2 godziny (najlepiej w okolice kaloryfera). Po około godzinie należy włączyć piekarnik (220 st.C - góra/dół) i nagrzać w nim garnek, w którym chleb będzie pieczony. Najlepszy do tego jest garnek żeliwny, ale jeśli go nie posiadacie, możecie upiec w ceramicznym (jak ja) lub np. w żaroodpornym.

Po 2 godzinach
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na blat oprószony mąką, i uformować okrągły bochenek. Wierzch naciąć nożem, aby ładnie popękał. Uformowany chleb przełożyć do nagrzanego garnka i przykryć pokrywką. Piec w temp. 220 st. C. (przykryty pokrywką) przez ok. 40 min, następnie zdjąć pokrywkę i dopiec jeszcze przez 15 minut, żeby chleb zarumienił się od góry.
Upieczony wyjąć z piekarnika i wystudzić na kratce.
Smacznego! 



  1. Zamiast słonecznika i dyni, możecie użyć do chleba sezamu, czarnuszki, orzeszków piniowych i innych
  2. Ziarna można również zastąpić pokrojonymi oliwkami, suszonymi pomidorami, kaparami itp. 
  3. Jeśli lubicie słodsze wypieki dodajcie do chleba np. suszoną żurawinę.







---


W mojej ulubionej restauracji na Mokotowie podają najlepszy chleb z żurawiną, jaki kiedykolwiek jadłam! Dlatego kiedy na blogu Marty pojawił się ten chleb (klik), wiedziałam, że muszę go upiec! Przepis jest naprawdę prosty i bardzo szybki (nie licząc czasu, kiedy chleb musi rosnąć) i naprawdę wyjdzie Wam, nawet jeśli nigdy wcześniej nie piekliście samodzielnie chleba w domu! Koniecznie wypróbujcie! Chleb wychodzi bardzo mięciutki w środku z chrupiącą skórką (tak jak lubię najbardziej!), Z podanych składników wyszły mi dwa mniejsze bochenki- jeden do zjedzenia od razu, drugi do zamrożenia! Idealny, weekendowy wypiek!



SKŁADNIKI:
  • 500 g mąki pszennej
  • 50 g płatków owsianych
  • 75 g żurawiny
  • 500 ml wody
  • 7 g suszonych drożdży
  • 1 łyżeczka soli
  • otręby owsiane do wysypania foremek i wierzchu chlebków


Wszystkie składniki przełożyć do dużej miski i wymieszać do połaczenia. Miskę przykryć ściereczką i odstawić ciasto do wyrośnięcia na ok. 1,5 h. Przygotować dwie keksówki (ok. 20x10x6 cm) do pieczenia - ja swoje wysmarowałam masłem i wysypałam otrębami, ale możecie je też wyłożyć papierem do pieczenia. Wyrośnięte ciasto podzielić na dwie foremki, wierzch wysypać otrębami (lub makiem czy sezamem) i odstawić jeszcze na pół godziny. Piec w temp. 180 st. C przez ok. 60 minut. Chleb możecie też upiec w jednej formie do keksówki (ok. 35 cm długości), wówczas czas pieczenia zwiększcie do ok. 80 minut. Gotowy chleb wyjąć z foremk i wystudzić na kratce.
Smacznego!




Pasta z awokado to idealny pomysł na śniadanie. Moim ulubionym połączeniem jest kanapka z pastą i świeżymi listkami mięty! Każde inne dodatki są w tym przypadku dla mnie zbędne!
Jeśli chodzi o samo awokado- zupełnie nie musicie się go bać!! Dojrzałe awokado musi być na tyle miękkie, że po naciśnięciu skórki, łatwo się odkształca.  Idealne awokado musi mieć ciemnozieloną skórkę, bez plamek i przebarwień. Tylko z miękkiego, dojrzałego awokado Wasze guacamole będzie miało idealną konsystencje!! Jeśli awokado jeszcze nie dojrzało, odłóżcie je w jakimś ciemnym miejscu na jeden- dwa dni! W tym czasie awokado powinno stać się odpowiednie.

Pasta z awokado sprawdzi się również idealnie jako letnia przekąska na imprezy! Miska pasty i świeże pieczywo, tortille lub nachosy i Wasi goście będą zachwyceni! Brakuje tylko odpowiedniej pogody :)


SKŁADNIKI:
  • 2 dojrzałe awokado 
  • pół średniej cebuli
  • 2 łyżki soku z limonki (lub cytryny)
  • 1 mały ząbek czosnku
  • pół łyżeczki ostrej papryki w płatkach (lub kawałek papryczki chili)
  • sól
Awokado przekroić wzdłuż na pół, usunąć pestki i obrać ze skórki. Pokroić na mniejsze części i przełożyć do miski. Dodać drobno pokrojoną cebulę i przeciśnięty ząbek czosnku. Całość zmiksować tak, aby w paście zostały drobne kawałki awokado. Doprawić solą i papryczką i dokładnie wymieszać. (jeśli używacie świeżej papryczki chilli, zmiksujcie ją razem z awokado i cebulą).
Aby guacamole nie ściemniało możecie do środka włożyć pestkę z awokado i szczelnie przykryć miskę folią, jednak najlepiej podawać je bezpośrednio po przygotowaniu.

Do guacamole możecie dodać także: świeże listki kolendry, pokrojonego w kostkę pomidora (bez skórki) lub oliwę. 

Smacznego! (i udanej imprezy ;))



Skoro te bułki wyszły mi bardzo późno w nocy, to myślę, że przepis jest na tyle dobry, że wyjdzie każdemu. Najgorsze jest czekanie, szczególnie, jeśli pieczenie zaczyna się o 23. Zaczyn najpierw musi zacząć pracować, później trzeba jeszcze poczekać, aż ciasto wyrośnie (koszmar!). Dlatego najlepiej jest to robić w jakimś miłym towarzystwie ;) Ciasto trochę mi się lepiło, pomimo tego, że dałam więcej mąki niż w przepisie, stąd pęknięcia na bułkach. Ale od razu mówię, że naprawdę warto czekać! Zapach przy pieczeniu jest obłędny, nie tylko czosnkowy ale też ziołowo- maślany (nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zjeść jednej od razu po wyjęciu z piekarnika ;)). Do dwóch dni po upieczeniu bułki zachowują świeżość, a po tym czasie  idealnie sprawdzą się jako zapiekanki z serem! Serdecznie Wam polecam i jeszcze raz dziękuję mojej Iwonce za inspiracje :*, a przepis pochodzi z kwietniowego numeru Kuchni.  



SKŁADNIKI:

  • 450 g mąki pszennej 
  • 20 g świeżych drożdży (trochę mniej niż 1/4 kostki)
  • 2 łyżeczki soli (dałam 2,5)
  • pół łyżeczki białego cukru
  • 3 spore ząbki czosnku
  • 350 ml mleka
  • 1 jajko
  • dwie łyżeczki suszonego tymianku (można pominąć lub dodać świeży)
  • 2 łyżki oliwy
  • żółtko roztrzepane z odrobiną mleka i gruba sól na wierzch bułeczek
Mąkę przesiać wraz z dwiema łyżeczkami soli, pośrodku zrobić dołek i wkruszyć do niego drożdże i zasypać cukrem. Mleko podgrzać razem z przeciśniętymi ząbkami czosnku i tymiankiem. Ostudzić. Nieco ciepłego mleka (ale nie gorącego) wlać do drożdży i poczekać, aż zaczną pracować (pierwszy etap czekania). Po około 15- 20 minutach wlać resztę mleka, dodać olej i wbić jajko i zagnieść ciasto tak długo, aż nie będzie kleiło się do rąk. Z ciasta uformować kule, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na minimum 30 minut (drugi etap czekania). Wyrośnięte ciasto jeszcze raz chwilę zagnieść i uformować bułki (wyszło mi 10 sztuk). Wierzch bułek posmarować żółtkiem z mlekiem i posypać gruboziarnistą solą. Odstawić do ponownego wyrośnięcia. Piec w temp. 220 st. C, na dnie piekarnika wstawić naczynie żaroodporne z wodą, aby bułki miały chrupiącą skórkę. Piec przez około 15-20 minut, po czym wystudzić na kratce.  

Nie zawsze mam czas na gotowanie- to jasne! Czasem jednak nie mam ochoty na noszenie ze sobą pudełek do pracy, albo czasu na ich odgrzewanie w kuchence mikrofalowej (fuj!). W takich sytuacjach zabieram ze sobą coś, co mogę szybko zjeść, co nie traci smaku nawet po ewentualnym odgrzaniu. Bułeczki z ciasta francuskiego są dobre nie tylko do pracy, ale także do szkoły, na piknik, czy podróż (pamiętajcie jednak, że ciasto francuskie się dosyć mocno kruszy). Robi się je zaledwie chwilę, piecze też niedługo. Ja upiekłam je wczoraj wieczorem z szynką i twarożkowym szpinakiem, ale możecie do nich włożyć co tylko chcecie lub akurat macie. No i zabrać możecie ze sobą także, gdzie tylko chcecie!!

SKŁADNIKI:
(na 3 duże bułki)
  • płat ciasta francuskiego
  • 3 plasterki ulubionej szynki
  • pół szklanki szpinaku
  • 50 g twarożku śmietankowego
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz
  • oliwa
  • mleko do posmarowania bułek
Szpinak umyć, osuszyć, pokroić liście, podsmażyć na oliwie z dodatkiem czosnku, soli i pieprzu. Przełożyć do miseczki, dodać twarożek i dokładnie wymieszać. Płat ciasta podzielić na trzy równe części. Na środku każdej z nich położyć plaster szynki, dodać po łyżce szpinakowego twarożku. Jedną częścią przykryć farsz i zlepić brzegi (można je lekko zwilżyć wodą). Część, która zostanie pociąć w cienkie paski i przykryć wierzch bułek, tworząc na górze coś w rodzaju grzebienia/płotka. Wierzch posmarować mlekiem. Bułeczki ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (matą sylikonową) i piec w temp. 180 st. C. przez około 25 minut. 

Najmilej jest, kiedy Kami ma dylemat, czy na walentynkową kolację zrobić makaron z suszonymi pomidoramiz kurczakiem i pesto, czy z bakłażanem. Kiedy Kasia (mój pierwszy i najwierniejszy czytelnik) dzwoni, że dawno niczego nowego na blogu nie było i zawsze śledzi dokładnie każdy wpis. Kiedy babcia (mentorka!) pisze maile, że ugotowała coś 'mojego', kiedy słyszę, że zdjęcia są co raz lepsze, kiedy z dziewczynami w pracy od rana rozmawiamy o jedzeniu. Kiedy Niusia przyjeżdża na kolejny deser przygotowany specjalnie dla niej. Kiedy przeglądając statystyki widzę, że odsłon było już sporo ponad 100 tysięcy. Kiedy dostaję maile od blogowych koleżanek, rady i pytania w komentarzach. Kiedy Ala prosi, żebym upiekła specjalnie dla niej waniliową chałkę.


SKŁADNIKI:

  • 600 g mąki pszennej (typ 550)
  • 40 g świeżych drożdży
  • 300 ml ciepłego mleka (ale nie gorącego!)
  • 50 g cukru
  • 50 g stopionego i przestudzonego masła
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 jajka
  • 1 żółtko do posmarowania
  • 2 łyżeczki brązowego cukru do posypania
Mąkę przesiać do miski, zrobić dołek, wkruszyć drożdże. Zasypać je łyżeczką cukru, zalać 2-3 łyżkami mleka i oprószyć odrobiną mąki. Przykryć ściereczką i odstawić na 20 minut w ciepłe miejsce (przy kaloryferze), aż drożdże zaczną pracować. Stopione masło wymieszać z cukrem, dodać wanilię,sól, dwa jajka i dokładnie wymieszać. Tę mieszaninę oraz ciepłe mleko wlać do mąki z drożdżami i zagnieść gładkie ciasto (około 5 minut). Gotowe ciasto przykryć ściereczką i odstawić na około godzinę w ciepłe miejsce. Wyrośnięte ciasto zagnieść chwilę, przełożyć na stolnicę oprószoną mąką, podzielić na trzy równe części i każdą zrolować w długi wałek. Z trzech kawałków zapleść warkocz, oba końce dobrze skleić razem i podwinąć pod spód. Chałkę ułożyć na blaszce do pieczenia, posmarować żółtkiem i posypać cukrem. Piec w temp. 200 st. C. przez 25- 30 minut. Ostudzić przed krojeniem. 

Na podstawie chałki waniliowej z książki 'Domowy chleb, bułki i bułeczki'.



Za każdym razem kiedy zaczynam piec kolejny bochenek chleba, utwierdzam się w przekonaniu, że to naprawdę jest proste. Wystarczy trochę poodmierzać, trochę pomieszać, trochę powyrabiać. Ten przepis jest tak samo prosty, jak wszystkie, które już Wam pokazywałam, z tym że wymaga dłuższego wyrabiania (ale trochę ruchu nikomu nie zaszkodzi :)). Na drugi dzień nadal pozostaje świeży i pyszny (dłużej nie miałam okazji sprawdzić). Aktualnie ciasto do wyrośnięcia możemy postawić przy kaloryferze, co skróci jego czas podwajania objętości. Serdecznie polecam!!
Przepis pochodzi z książki Domowy chleb, bułki i bułeczki Anny Wrońskiej, która aktualnie jest na pierwszym miejscu mojej listy ulubionych książek kucharskich!!


Przy okazji: w tym tygodniu liczba osłon bloga przekroczyła magiczne 100 000 :)), a w samym styczniu było ich prawie 14 000. Bardzo, bardzo za wszystkie dziękuję i obiecuję dostarczać kolejnych przepisów!!

SKŁADNIKI:
  • 200 g mąki pszennej chlebowej* (typ 850, 750) (*użyłam 160 g pszennej chlebowej i 40 g pszennej typ 450)
  • 300 g mąki pszennej pełnoziarnistej (razowej)
  • łyżeczka soli (dałam 1,5)
  • 400 ml ciepłej (ale nie gorącej!) wody
  • 10 g świeżych drożdży 
  • woda/mleko do posmarowania + pestki słonecznika do posypania wierzchu
Obie mąki wsypać do miski, dodać sól, wkruszyć drożdże i zalać wodą. Ciasto wyrabiać rękami (gdyby było za bardzo kleiste dosypać odrobinę mąki razowej) około 10 minut.


Następnie miskę z ciastem przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, aż ciasto podwoi swoją objętość (około 45 minut). Foremkę (moja byłą kwadratowa, ale można również piec chleb w keksówce 12x35 cm) natłuścić (oliwą), uformować odpowiedni bochenek i przełożyć do formy. Wierzch chleba naciąć nożem w kilku miejscach, posmarować mlekiem lub wodą i posypać ziarnami słonecznika. Piec w temp. 200 st. C. przez 45 minut, aż skórka będzie lekko brązowa,a  chleb będzie odchodził od brzegów formy. Wystudzić przed krojeniem.



Kolejny domowy wypiek. Najprostszy ze wszystkich najprostszych, które do tej pory piekłam, choć nie powiem, z ciastem jest trochę kłopotu. U mnie do końca zostało ciągnące i lepkie, więc było dosyć trudno przełożyć go na ściereczkę, a później ze ściereczki do formy, ale co by się nie działo z Waszym ciastem - nie poddawajcie się. Taki chleb należy piec w naczyniu żaroodpornym, najlepiej w żeliwnym garnku. Ja swój piekłam w szklanym, okrągłym naczyniu żaroodpornym, ale myślę, że blaszki czy keksówki też sobie poradzą. Zamiast pokrywki, sprawdzi się po prostu folia aluminiowa. Na pewno przygotuję go jeszcze nie raz, za to z różnymi dodatkami. Przygotowania trzeba podzielić na dwa dni, pamiętajcie!!


SKŁADNIKI:
  • 3 szklanki mąki pszennej (400 g)
  • 10 g świeżych drożdży lub łyżeczka suchych
  • 1 i 1/3 szklanki wody
  • sól, pieprz
Wieczorem:
Mąkę przesiać do dużej miski. Drożdże pokruszyć drobno i wsypać do mąki. Doprawić solą i pieprzem (około 1,5 łyżeczki soli i niecała pieprzu). Wszystko zalać 1 i 1/3 szklanki ciepłej (!) wody. Wszystko wymieszać drewnianą łyżką DOKŁADNIE 30 sekund. (najlepiej mieszając, policzyć do 30- chodzi o to, żeby do ciasta nie dostało się za dużo powietrza). Następnie miskę przykryć talerzem lub ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na około 12 h (maksymalnie do 18). w temperaturze pokojowej. 

Następnego dnia:
Blat kuchenny oprószyć obficie mąką i wyłożyć ciasto (nie będzie zbyt prosto!). Z ciasta uformować coś w rodzaju kuli, zawinąć w ściereczkę oprószoną mąką. Odstawić w ciepłym miejscu na godzinę do podwojenia objętości. 
Na 20 minut przed końcem wyrastania ciasta piekarnik nastawić na 240 st. C (góra i dół), wstawić do niego garnek żaroodporny (wraz z pokrywką), (aby złapał temp. piekarnika). Gorący garnek ostrożnie wyjąć, przełożyć do niego ciasto (bezpośrednio ze ściereczki) i przykryć pokrywką. Wstawić do piekarnika i piec przez około 30 minut. Następnie zdjąć pokrywkę i piec jeszcze przez około 20 minut. Jeśli chleb z góry będzie się przypalał, można skręcić piekarnik nawet do 200 st. C. 
Po upieczeniu, wyjąć garnek z piekarnika, odczekać 5 minut. a następnie wyjąć chleb z piekarnika i wystudzić na kratce.



Pomimo tego, że chleb jest z dodatkiem pieprzu i soli, nie gryzie się jedzony na słodko, np. z dżemem. Oczywiście oprócz tych przypraw, można dodać różne inne dodatki, słodkie lub słone. 


Chleb cebulowy nie jest chyba żadnym odkryciem. Cebula jest dodatkiem do każdego rodzaju pieczywa: do chleba jak i do bułek i nie stanowi już nic niespotykanego. Za to czerwonej cebuli w pieczywie jeszcze nie jadłam. Ma delikatniejszy smak i jedynie nadaje charakteru, a nie przytłacza smakiem. Przepis powstał z braku ziół do Chrupiącego chleba ziołowego z Pracowni wypieków. Myślę, że czerwona cebula okazała się fajniejszym dodatkiem niż bazylia czy pietruszka. Oprócz tego chleb jest bardzo prosty i myślę, że wyjdzie każdemu! Polecam!!

SKŁADNIKI:
(na keksówkę 32 cm)


  • 20 g świeżych drożdży
  • 450 g mąki
  • 300 ml wody (nie gorącej!)
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżeczki soli
  • pół łyżeczki cukru
  • pół czerwonej cebuli bardzo drobno posiekanej
  • otręby do foremki
Drożdże wkruszyć do miseczki, zasypać cukrem, dodać 2-3 łyżki wody (tak żeby pokryły drożdże), wymieszać i odstawić na około 10 minut. Do wyrośniętych drożdży wsypać mąkę, dodać resztę wody, dwie łyżki oliwy, sól i cukier i zagnieść luźne ciasto. Na końcu dodać pokrojoną cebulkę i delikatnie wmieszać w ciasto. Keksówkę wysmarować oliwą i wysypać otrębami. Ciasto przełożyć do keksówki, wierzch posmarować oliwą i odstawić do wyrośnięcia na około 40 minut. Po tym czasie piec w temp 220 st. C przez około 40-45 minut. Wystudzić na kratce. 



Popularność tego przepisu jest tak wielka, że wpisując "bułki, które rosną kiedy śpisz" wyskakuje mnóstwo pozycji i różnych blogów. I szczerze wcale mnie to nie dziwi, bo kto nie lubi spektakularnych efektów przy minimalnej pracy. Czy podanie świeżego pieczywa w sobotni ranek nie wzbudzi zachwytów i słów uznania wśród towarzyszących? I założe się o wszystko, że w głowie będzie im siedzieć "jak on/ona to robi?". Ze tajemniczą miną możecie nie zdradzać nikomu swojego sekretu :)
Ja wzorowałam się na tym przepisie. 


SKŁADNIKI:
  • 25 g masła
  • 7 g drożdży suszonych
  • szklanka mleka
  • jajko
  • łyżeczka soli
  • 500 g mąki pszennej
  • mleko do posmarowania + mak (niebieski)
WIECZOREM: 
Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową, więc warto je wcześniej przygotować. Masło rozpuścić (można w mikrofalówce) i wystudzić. Mąkę przesiać, dodać suche drożdże, sól, jajko, mleko i przestudzone masło. Zagnieść gładkie ciasto, uformować kulę i odstawić na około 40 min do wyrośnięcia. Następnie podzielić na 12 części uformować bułeczki (ja swoje formowałam na podstawie tej instrukcji, ale można też nadać im tradycyjny, okrągły kształt). Gotowe bułeczki ułożyć na blaszce, przykryć folią aluminiową i wstawić do lodówki na najniższą półkę. Zapomnieć o nich, aż do rana :)
RANO: Piekarnik rozgrzać do 250 st C. (nawet nie wiedziałam, że mój piekarnik ma taką moc :)). Bułeczki wyjąć z lodówki, posmarować mlekiem i posypać makiem (lub ulubionymi ziarnami). Piec przez około 10-12 minut, aż będą rumiane. Studzić na kratce.



Jednym z pierwszych wypieków w moim nowym piekarniku był chleb (na suchych drożdżach)!! Znalazłam go tu u Gosi, zresztą mam od niej także kilka innych, bardzo fajnych przepisów ;) Przy okazji wracam już na dobre, co prawda internetu nie mam nadal, ale jakoś będę sobie radzić :) Mam za to nową kuchnię i nowy stół i krzesła i nie mam już żadnych (prawie żadnych!) nierozpakowanych kartonów :) Przeprowadziłam się na dobre i mam nadzieje, że zaowocuje to w wiele nowych dań!!


SKŁADNIKI:
  • 3 szklanki mąki pszennej (za Gosią użyłam chlebowej)
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany (w temp. pokojowej)
  • 2/3 szklanki ciepłej wody
  • łyżeczka cukru + łyżeczka soli
  • 2 i 1/4 łyżeczki suszonych drożdży
  • 3-4 łyżki posiekanego koperku (świeżego)
Mąkę przesiać do miski, dodać sól, cukier i drożdże i wymieszać. Następnie dodać śmietanę, ciepłą wodę i pokrojony koperek. Szybko zagnieść gładkie i elastyczne ciasto, uformować kulę i odstawić pod przyryciem do wyrośnięcia na około 1,5 h (ale moje stało dłużej). Keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia, z ciasta uformować bochenek i przełożyć do foremki. Ponownie odstawić do wyrośnięcia na ok. 30 minut. Piec przez ok. 35-40 minut w 190 st.C. Kroić po wystudzeniu.



Przepis z weekendowej piekarni stąd. Najprostszy i najlepszy i jeszcze nie raz go upiekę. Mój był w wersji ze słonecznikiem, ale nadają się wszystkie ziarna. Miękki środek i bardzo chrupiąca skórka. Wypróbujcie, naprawdę warto!

SKŁADNIKI: (za WP):
  • 40g świeżych drożdży
  • 900 ml ciepłej wody
  • 900g mąki pszennej
  • 1 szklanka otrąb
  • 1 szklanka ziaren słonecznika (+ do posypania na wierzchu)
  • 2 łyżki soli
  • 2 łyżki cukru
Drożdże dokładnie rozpuścić w całej ilości wody. W dużej misce wymieszać wszystkie suche składniki (razem z otrębami i ziarnami), w środku zrobić dołek i wlać rozpuszczone drożdże. Odstawić na 15 minut (będzie bulgotać :)). Po tym czasie, ciasto dokładnie wymieszać drewnianą łyżką (będzie dość rzadkie) i ponownie odstawić na 15 minut. Foremki (u mnie dwie keksówki oraz dwie małe foremki w kształcie serc), wysmarować tłuszczem (masłem) i wysypać mąką. Do wysmarowanych foremek wylać ciasto (do 2/3 wysokości) i znowu odstawić na 15 minut. Piec w temp. 180 st. C przez około godzinę, do momentu, aż chleb wyrośnie i się zarumieni. Wystudzić na kratce.

Obiecane bułki jogurtowe zrobiłam z przepisu Liski z Pracowni Wypieków. Pomimo tego, że ciasto wcale nie chciało mi rosnąc i miałam niesamowity problem z tego wyrobieniem (kleiło się potwornie!) i byłam pewna, że nic z tego nie będzie (nawet w pewnym momencie miałam się już poddać ;)), bułki wyszły pyszne. Sezam nie jest bardzo wyczuwalny (żeby był proponuję dodać więcej pasty sezamowej), ale bułki mają przyjemny "śniadaniowy" smak. Warto się dla nich pomęczyć i nie należy poddawać, nawet jeśli ma się wrażenie, że z ciastem coś jest nie tak. Liska napisała, że bułki po uformowaniu i odstawieniu znacznie urosną- moje niestety prawie wcale się nie powiększyły, były miniaturowe i zajmowały połowę okrągłej formy, za to w piekarniku zrobiły się całkiem spore. Najlepsze są świeże, lekko przestudzone. Pasował mi do nich dżem i następnym razem, upiekę je z dodatkiem powideł w środku.

O paście tahini pisałam tutaj. Warto zrobić swoją, bo jest użyteczna przy wielu przepisach.


SKŁADNIKI (za Liską):
  • 300 g mąki 
  • 3/4 łyżeczki soli (dałam mniej)
  • łyżeczka cukru
  • 10g świeżych drożdży (ja dałam więcej, ale i tak ciasto mało urosło)
  • 80 ml wody
  • 150 g jogurtu naturalnego
  • 1 łyżka pasty sezamowej tahini (z tego przepisu).
  • do posypania: sezam
Drożdże zalać ciepłą wodą, wymieszać z cukrem i odstawić na około 15 minut. Mąkę wymieszać z solą, dodać rozczyn, jogurt i resztę wody (jeśli jogurt nie jest bardzo gęsty dodać mniej wody i odwrotnie, jeśli jest  bardzo gęsty rozcieńczyć go wodą), oraz pastę sezamową. Wyrobić gładkie ciasto (jeśli będzie się za bardzo lepić (a pewnie będzie!) ręce zwilżyć olejem. Wyrobione ciasto uformować w kulę i odstawić przykryte na około 1,5 h. Po tym czasie z ciasta uformować bułki mi wyszło około 8) i ułożyć je w okrągłej formie wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić na około 30 min do ponownego wyrośnięcia. Piekarnik nastawić na 210 st C. i piec bułki przez około 20 minut, aż staną się rumiane. Upieczone wystudzić na kratce. 
Nawet się nie spodziewałam, że na diecie nicniejedzenia najbardziej będzie mi brakować pieczywa.

Te bułki są pyszne i nie potrzebują już żadnych dodatków. Może weźmiesz na lunch do pracy?


SKŁADNIKI:

  • 400 g mąki
  • 5 łyżek cukru
  • 2 łyżki soli
  • 10 g świeżych drożdży
  • szklanka mleka + około 4 łyżki do drożdży
  • 30 g masła
Z drożdży, 4 łyżek mleka i 1 cukru zrobić zaczyn. Mąkę wymieszać z resztą cukru, solą, dodać mleko, rozpuszczone masło i zaczyn. Zagnieść ciasto i odstawić do podwojenia objętości (na około 1,5- 2 h).

  • pół kostki sera feta (około 150 g)
  • 8- 10 suszonych pomidorów w zalewie
  • 3 łyżki suszonej bazylii
W tym czasie przygotować farsz. Pomidory drobno pokroić, ser rozgnieść widelcem, dodać bazylię i wymieszać. 

Ciasto podzielić na 10-11 okrągłych bułeczek. Na środku każdej zrobić wgniecenie, np. za pomocą małej szklanki. Do wgłębień nałożyć farsz i odstawić przykryte bułeczki w ciepłe miejsce na około 45 minut.

Po tym czasie wstawić bułki do piekarnika nagrzanego do 180 st C i piec około 15- 20 min, aż nabiorą rumianego koloru.


Dorotus napisała, że najchętniej te bułeczki piecze się w pierwszych dniach wiosny :) Zgadzam się z tym, ale w lutym też dobrze smakowały. Zioła użyte do ciasta mogą być różne, tak samo jak świeże czy suszone. Ja do swoich bułek dałam suszony koper, natkę pietruszki, szczypior i mięte. Bułki mają bardzo chrupiącą skórkę, ale w środku są zaskakująco miękkie. Ciasto przygotowałam wieczorem poprzedniego dnia i w lodówce urosło i poczekało na poranne wypieki. Upieczone i wystudzone bułki można zamrażać, więc od razu proponuję przygotować większą ilość. Z przepisu Dorotus wyszło mi 12 bułeczek. Odsyłam również do oryginału.


SKŁADNIKI:
  • 3,5 - 4 szklanek mąki (w zależności od lepkości ciasta)
  • szklanka mleka
  • 1 jajko
  • 2 łyżki roztopionego masła
  • 24 g świeżych drożdży (lub 12g suchych)
  • 3 łyżki cukru
  • łyżeczka soli
  • zioła świeże lub suszone (u mnie: mięta, szczypior, koper, natka pietruszki) - w sumie 4 łyżeczki 
Z drożdży, 3 łyżek letniego mleka, cukru i łyżki mąki przygotować rozczyn i poczekać, aż zwiększy swoją objętość. Do reszty mąki wbić jajko, dodać pozostałe mleko, masło,sól i rozczyn z drożdży oraz wybrane zioła i wyrobić gładkie ciasto. Uformować kulę z ciasta i odstawić przykryte ściereczką w ciepłe miejsce na przynajmniej 1,5 h. Można też przygotować ciasto dzień wcześniej i przechowywać w lodówce do rana. Po tym czasie ciasto krótko wyrobić, podzielić na 12 małych kulek. Bułki ułożyć na blaszce w niedalekich odległościach od siebie (podczas pieczenia powinny się połączyć), ponownie przykryć i odstawić do wyrośnięcia na około 45 min. (w tym miejscu bułeczki można posmarować jajkiem wymieszanym z mlekiem i posypać grubą solą). Po tym czasie piec w temp. 180 st. C przez około 25 min, aż staną się złotobrązowe. Po upieczeniu przestudzić na kratce.


Drukuj

Wydrukuj Przepis

Obserwatorzy